niedziela, 13 stycznia 2019

w drogę

Są ludzie,
którym choćbyś dał nie wiem co
żądają wciąż księżyca.

Mając chleb
sól,
mięso białe i ciemne
wciąż są głodni.

Mają małżeńskie łoże
i kołyskę
lecz ramiona wciąż puste.

Dasz im grunt
i własną ziemię pod nogami,
oni wciąż będą wyruszać w drogę.

Dasz im wodę z najgłębszego źródła,
dla nich wciąż nie będzie dość głębokie.
by mogli pić z niego księżyc.

Denise Levertow, tłum. Julia Hartwig

czwartek, 10 stycznia 2019

takie plany

Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
Tove Jansson

***
jeździć na łyżwach. śmiać się. pić wino z przyjaciółmi.
słyszeć skrzypienie śniegu, gdy idę w mróz.
umierać z miłości. zmartwychwstawać z miłości
nie żałować. nosić się ładnie.
próbować. podróżować.
śpiewać piosenki, choć nie umiem wcale. 
tańczyć, tańczyć, tańczyć.
płakać, gdy już nie, cokolwiek nie, ale potem szybko
łzy ocierać. 
żyć.

sobota, 29 grudnia 2018

sometimes

tak, czasami lubię pić szampana do (lub zamiast) śniadania.
iść w miasto. iść w tango.
tak, czasami mieć jest bardziej niż być, choć zazwyczaj całkiem odwrotnie.
have luck. have fun. have time. 
nie lubię czasu continuous. ciągłość jest czymś, co raczej mnie przeraża. 
***
nie cenię "zawsze". nie cenię "wszystko". 
duże kwantyfikatory zastrzegam sobie do bycia matką. dla całej reszty pozostawiam "zazwyczaj" i "czasami". 
***
ach, miłość. parę lat temu zrozumiałam, że miłość to jest taki wihajster, który czyni cię silnym. jeśli miłość czyni cię słabszym, to jest zachcianką. czasami lubimy mieć zachcianki. nie nazywajmy ich jednak miłością. 
***
czasami nie jest w kontrze. to zrozumiałam dość późno. że nie ubywa ci. nie czyni mniej wartym, albo - straszne słowo!-  niekonsekwentnym. ludzie cenią konsekwencję, ponieważ mogą być wówczas bezmyślni. konsekwencja nie każe dokonywać wyborów. które przecież mogą wyjść nam na gorsze. albo, co gorsza, na lepsze. 
***
czasami to bardzo dobre słowo. 

niedziela, 16 grudnia 2018

z rodziną tylko na zdjęciach

dzień, w którym dowiadujesz się, że twój ojciec się ożenił, tylko ci nie powiedział, bo przecież mogłaś się domyślić, co wypowiedziane jest w jednym zdaniu z tym, że w 2015 lub 2016 złożyłaś mu życzenia przez stół, a to nie wypada.
***
żesz kurwa

sobota, 15 grudnia 2018

nieświąteczna lista przebojów

Wkraczamy w czas muzycznych podsumowań roku (podpowiada Spotify) i pieśni sezonowych (podpowiadają supermarkety), a jak nie chcemy wkroczyć to zostaniemy zawleczeni. Zrobię to dobrowolnie. I z rozmachem. Poniższe listy przebojów obejmują zatem ostatnie dwie dekady, gdyż jak powiedziałby mój ulubiony szef: na przypale albo wcale.

Pieśni w drodze do pracy, top 3
Japan by CocoRosie, ulicą Kruczą
Town of Strangers by Bokka, ulicą Rydygiera
Amerika by Rammstein ulicą fucking Poleczki

Pieśni w drodze na imprezy i jedna z powrotem
Nightcall by Kavinsky, to przy okazji guilty pleasure
No 1 Party Anthem by Arctic Monkeys
Karmacoma by MA, to bo jakże nie
Morning keep the streets empty for me by Fever Ray, o poranku w kierunku do domu

Pieśni przypominające o kilku chłopcach w kolejności zbliżonej do chronologicznej
Leve leve loff  by Kult. Liceeeeuuum loveeee.
Dirty Magic by Offspring, z dedykacją od K., i nie jestem dumna z tej dedykacji.
Court of the crimson king by wiadomo kto. Najlepsze co zostało z tej całej hecy.
You have to dance by Noze, co oddaje klimat relacji z M. (pozdrawiam!)
Twice by Little Dragon, dla F., kiedyś z rozpaczą dziś z rozrzewnieniem.
Paper planes by MIA, dla innego F., kiedy prawie mieszkaliśmy w planie b.
Do I wanna know? by Arctic Monkeys. Chciałam wiedzieć.
Time to kill by Gold & Youth, też dla M.

Pieśni na rozstawanie się z chłopcami, gdyż oprawa muzyczna ma znaczenie
Time of Assasins by Charlotte Gainsbourg
Glory box by Portishead, oesu jakie to skuteczne
What a girl to do? by Bat For Lashes, przy okazji pieśń inaugurująca tego bloga
Nigdy więcej nie tańcz ze mną by Ania Dąbrowska, no przecież

Heartbreakers
Hurt by Johnny Cash, szloch
Love me like I'm not made of stone by Lykke Li. tia.
Creep by Radiohead, wpisuję przez sentyment, bo w zasadzie to już nie

Poprawiacze humoru
Puttin' on the Ritz by Club de Belugas
Der Kommisar by OST Atomic Blonde (guilty pleasure)
Rzuć to wszystko co złe by Wodecki i Mitch&Mitch (guilty pleasure)
Tyle z życia by Pustki.

Guilty pleasures wyżej nie wymienione
Lana del Rey, taka prawda

Nieprzemijające
Pass this on by The Knife
Love will tear us apart by Joy Division
Perfection by Oh Land

***
a teraz możecie wrócić do Last Christmas

piątek, 7 grudnia 2018

a trap

You have to be careful (...) with people who are puzzles and people who are traps. A puzzle can be solved but a trap cannot. Usually what happens is you think someone's a puzzle until you realize they're a trap. But by then it's too late. That's the trap.
Nathan Hill, The Nix

***
Z Niksami wchodziłam w ten rok. A potem:
Esencjonalista. Z perspektywy 11 miesięcy stwierdzam, że nie jestem.
Purezento. Nadal chcę do Japonii i wybaczam Rok królika.
Rzeczy, których nie wyrzuciłem. To w lutym chyba, przed Nike. Jedna z najlepszych książek, jakie czytałam.
Drwale. Ciężka. Wysokoprocentowa. Zostaje w głowie.
Silny wstrząs. Moje franzeny, moja miłość.
Kultura firmy. Pracowo.
Gen. Ukryta historia. Nie skończyłam jeszcze, dawkuję.
A żem jej powiedziała. W chwili słabości na pociechę.
Akuszerka. Trudna miłość, ale miłość.
Czarnoksiężnik z Archipelagu. Bo kiedyś trzeba.
Grobowce Athuanu. I to by było na tyle.
Błękit. Boli.
Głaskologia. Pracowo, ale z  przyjemnością.
Delivering happiness. Jw.
Zjadanie zwierząt. Nieskończone, bo cierpię po kawałku.
Mniej. W podróży.
Ćma. Katja Kettu w formie, tym razem w scenerii gułagu.
Shantaram. Wciąga, chociaż filozoficzne rozkminki pomijałam.

***
tak niewiele dni zostało, tak wiele książek. jak żyć?

piątek, 30 listopada 2018

suma wszystkich strachów


Historia ta wydarzyła się tej jesieni. Noce były już zimne, dlatego wychodząc otuliłam się szalem. Piłam, byłam zmęczona, dzień był wyczerpujący, podobnie jak  rozmowa, którą prowadziłam. Wyszłam, zostawiając rozbawione towarzystwo. Pożegnałam się nazbyt pospiesznie. Rozmowa dotyczyła jednak tematu, którego nie chciałam poruszać. Tematu, który jest jak bóle fantomowe. Nogi nie ma, a ciebie łamie w kolanie.
Postanowiłam wrócić do domu pieszo, kwartałem ulic przemierzanym wielokrotnie, później kawałek przez park. Wystarczająco na wieczorny spacer, wystarczająco, aby wytrzeźwieć. Wiało, kiedy mijałam Politechnikę wiatr rzucił mi w twarz zeschnięte liście. Mocniej  wtuliłam się w szal. Chyba wtedy poczułam, że ktoś za mną idzie. Szłam w świetle latarni, on poruszał się w cieniu kamienic. Minęłam mężczyznę wyprowadzającego psa. Dużego, nie znam się na rasach i nie lubię psów. Przez chwilę jednak miałam ochotę zatrzymać  się  i wtulić w psie futro. Albo wziąć tego mężczyznę pod rękę. Oczywiście tego nie zrobiłam.
Włączyłam głośniej muzykę, telefon zapiszczał żałośnie. 5% baterii, jak to możliwe? Byłam już kilka kroków od Chałubińskiego, jeśli minę Wawelską żadna taksówka się nie zatrzyma, żadna też nie pojedzie w nieopłacalnie krótką trasę. Usiadłam na przystanku, zamówiłam przez aplikację. 5 minut oczekiwania. 2% baterii. Wpatrywałam się w mętny światłomrok ulicy. Cień tam był. Poruszał się w półciemności. 1% baterii. Pijane śmiechy gdzieś z drugiej strony. I ja wypatrująca cienia, łamiąca oczy o noc. Strach jest remedium na tęsknotę, na  głód, na ból. Jest czymś lepkim, co wypełnia ci usta, dławi krzyk.
Nie będę krzyczeć. Nie będę uciekać. Teraz podjeżdża taksówka, wsuwam się w jej ciepło. Zapinam pasy, substytut obejmujących ramion. Wystarczający, na ten czas tak bardzo wystarczający. Czy podoba się Pani muzyka, pyta kierowca. Kobieta, nie mogło być lepiej!
Muzyka mnie koi, ze spiętych ramion zsuwa się ciężar. Zdejmuję rękawiczki, żebym tylko o nich nie zapomniała. Banalne sprawy znów stają się ważne. Nie zginąć albo nie zapomnieć  rękawiczek. Dziwny wieczór, myślę i przymykam oczy. Zaraz będę w domu. Zaraz zdejmę buty, rozbiorę się, zanurzę w wannie. Zaraz.
Ile jedziemy? Zasnęłam. Dlaczego nie jesteśmy na miejscu? To tylko kilka przecznic. Dlaczego stoimy? Wokół jest ciemno. Przerażenie  wyrywa mnie z półsnu. Stoimy w wśród drzew, światła samochodu zakreślają przestrzeń przed nami. Drzewa we mgle.  Wewnątrz jest ciemno. Ona tam siedzi. Milcząca. Nieruchoma. Trzęsącymi się rękami próbuję odpiąć pas. Łzy ciekną mi po policzkach. Jestem niczym prócz sumy moich strachów. Ona odchyla wsteczne lusterko i patrzy na mnie. Patrzy na mnie moimi oczami.
Stoję na skraju parku. Mężczyzna podchodzi do mnie. Uszanowanie, kierowniczko. Poczęstuje mnie kierowniczka ogniem? Uzbrajamy się papierosy, stoimy przez chwilę parząc w żarzące się punkciki. Pięknego wieczoru życzę, kierowniczce, mówi i odchodzi. Po chwili jest tylko cieniem, poruszającym się w półciemności. Drzewa szumią. Zziębnięte ręce wciskam w kieszenie. Uczę się stawiać kroki.
Rano szukam rękawiczek. Są na dnie torby.
***
Dobranoc, pchły na noc.